Słowo „rewolucja” powróciło z pełnym impetem do słownika politycznego i coraz lepiej też sobie mości miejsce 
w terminologii używanej w marketingu. Często sfera marketingowa 
i polityczna przenikają się – nie brakuje argumentów, że współczesne rewolucje polityczne wybuchają 
o wiele łatwiej dzięki rewolucyjnym rozwiązaniom technologicznym. Trudno je sobie wyobrazić bez Facebooka, Twittera, telefonii komórkowej. Tak trudno, że w tym zafascynowaniu rewolucyjnością ginie podmiot działania: polityczny aktywista, obywatel, użytkownik technologii, konsument. A to przecież on dokonuje zmiany, czasem 
o rewolucyjnym wymiarze.

Kim jest ów podmiot? Podczas wizyty na kijowskim Majdanie 
w grudniu 2013 r. doznałem wręcz epifanicznego doznania. Oto w pewnym momencie zgromadzony przed sceną tłum zaczął skandować: Ukraina to ja! Jeszcze kilkadziesiąt lat temu krzyczeliby zapewne: Ukraina to my! Na Majdanie w 2013 r. zbiorowe „my” wyrażało się przez działanie, nie tworzyło jednak silnej wspólnoty.

Koniec społeczeństwa

Socjologowie od lat 80. piszą 
o procesie indywidualizacji, który doprowadził do zjawiska, które wybitny francuski uczony Alain Touraine nazwał niedawno „końcem społeczeństwa”. Nie chodzi jednak o to, że wróciliśmy do stanu natury, kiedy „człowiek człowiekowi jest wilkiem”. Przeciwnie, różne praktyki bycia razem kwitną. Tyle tylko, że struktury społeczne – partie, organizacje związkowe, organizacje społeczne mają coraz mniejszy wpływ na ludzkie decyzje. Decyzje podejmują ludzie sami, w swoim wnętrzu poszukując odpowiedzi na pytanie 
o sens, o dobro i zło.

Znowu kijowski Majdan doskonale ilustruje tę zmianę. W 2004 r. ówczesną pomarańczową rewolucję zainicjował Wiktor Juszczenko, charyzmatyczny lider polityczny. 
W 2013 r. do akcji wezwał jeden 
z użytkowników Facebooka, a na wezwanie odpowiedzieli inni. Rozmawiałem z wieloma uczestnikami Majdanu, pytając o ich codzienne formy zaangażowania. Zdecydowana większość na należała do żadnych
formalnych struktur. Jeden z nich, 
Wiktor, pracuje jako dyrektor artystyczny w ukraińsko-amerykańskiej korporacji medialnej. Przyzwyczajony do wysokich standardów zawodowych obowiązujących w pracy nie mógł znieść, że przestrzeń Kijowa jest zarządzana „tak nieprofesjonalnie”.

W odpowiedzi zaczął uprawiać po godzinach urban-hacking – poprawiać na własną rękę jakość przestrzeni. Gdy zaczął o tym informować na Facebooku, okazało się, że podobnie myślących w Kijowie jest więcej. Gdy poczucie niezgody przekroczyło krytyczny próg, stanęli na Majdanie by utworzyć zindywidualizowany tłum krzyczący: Ukraina to ja! Włoski filozof Antonio Negri nazywa taki tłum wielością, z kolei kanadyjski socjolog Barry Wellman mówi o sieciowym indywidualizmie. Niezależnie od słów, kryje się za nimi nowa podmiotowość.

Obywatele ACTA

W Polsce ta nowa forma podmiotowości ujawniła się na przełomie stycznia i lutego 2012 r. podczas protestów przeciwko porozumieniu 
ACTA. Na ulice miast wyszły tysiące 
młodych ludzi, by stać godzinami na mrozie i walczyć o wolność internetu. Zaskoczyło już to, że w ogóle wyszli – zgodnie z obowiązującą społeczną wiedzą młodzi Polacy mieli być aspołeczni, niechętni zaangażowaniu i niezdolni do zbiorowego działania. Okazało się, że potrafią zdefiniować cel, wynegocjować taktykę i z pełną dyscypliną ją realizować.

Wiosną 2014 r. ukazał się raport z badań naukowych „Obywatele ACTA” przygotowany przez Zespół Analizy Ruchów Społecznych przy wsparciu Europejskiego Centrum Solidarności. Potwierdzają się spostrzeżenia o nowej podmiotowości, która już wiemy jak się może przejawiać, nie do końca jeszcze ją jednak rozumiemy. Ten brak zrozumienia przejawił się w pytaniach: co po protestach? Przecież tak szybko zniknęły, jak zostały zorganizowane. Być może po prostu źle stawiamy pytanie, być może odpowiedzią są nowe formy aktywności: uczestnictwo w kulturze i zaangażowanie w sprawy środowiska, kooperatywy spożywcze i couchsurfing, banki czasu i wirtualne wspólnoty wytwarzające cyfrowe dobra wspólne, jak Wikipedia. Nadchodzą sygnały, że ta nowa podmiotowość rozwijana w opisanych powyżej praktykach zaczyna szukać dla siebie wyrazu politycznego. Być może więc polityka stanie się kolejnym projektem do wykonania, profesjonalnie i skutecznie. Jak podczas 
ACTA. I jak na Majdanie.

Nie wiemy, czy tak się stanie. Wiadomo, że sieciowi indywidualiści są innymi obywatelami, pracownikami i konsumentami, niż choćby ich rodzice. W Polsce niewiele robimy, by ich zrozumieć. Ciągle posługujemy się stereotypami zamienionymi w żenujące banały o młodych, którzy podobno są głupsi, bardziej leniwi, roszczeniowi. A być może po prostu oczekują oni innych projektów na urządzenie społeczeństwa, życia wspólnego, przyszłości, mając w pamięci, że to przecież wcześniejsze pokolenia doprowadziły do największego od dziesiątków lat kryzysu gospodarczego i globalnego kryzysu ekologicznego. Nie mogąc się doczekać, zaczynają się powoli organizować we właściwy dla siebie sposób 
i tworzyć własne projekty. Czy jesteśmy się w stanie z nimi spotkać gdzieś po drodze, nie stając naprzeciwko, tylko idąc dalej razem?