Dokonał Pan wielkiej zmiany społecznej, sprzeciwiając się systemowi kastowemu i niewolniczej pracy dzieci. Powiedział Pan „nie” ubóstwu, którego źródła leżą w postawach społecznych. Jak udało się to osiągnąć?

Troska o najbardziej marginalizowane dzieci, jak również świadomość ich problemów, towarzyszą mi od dzieciństwa. Kiedy miałem pięć i pół roku, widywałem pod szkołą pewnego chłopca, który jednak nie chodził do szkoły. Pomyślałem już wtedy, że coś jest nie w porządku. Ja uczęszczałem już na lekcje i zastanawiałem się, dlaczego ten chłopiec nie. Pytałem o to mojego nauczyciela, dyrektora szkoły, przyjaciół, a pewnego dnia postanowiłem zadać to pytanie ojcu dziecka, które pracowało jako pucybut. Kiedy zapytałem, dlaczego nie posłał syna do szkoły, odpowiedział: „My jesteśmy po to, żeby pracować”. Bardzo mnie to zdenerwowało. I tak się zaczęło.

Nie wiedziałem, jak mógłbym pomóc takim dzieciom, ponieważ nie istniała wtedy jeszcze żadna organizacja ani grupa aktywistów, którzy zajmowaliby się tym tematem. Brakowało też świadomości i wiedzy na temat niewolniczej pracy dzieci. Moje aktywne działanie rozpoczęło się w czasie, gdy byłem redaktorem i wydawcą jednego z dzienników. Pewnego dnia przyszedł do mnie człowiek, którego córka miała zostać sprzedana do domu publicznego i poprosił, abym opisał tę historię w dzienniku. Pracując nad tekstem doszedłem do wniosku, że to nie wystarczy. Musiałem zrobić coś konkretnego. Nie miałem czasu do stracenia, ponieważ tekst mógł się ukazać i trafić do czytelników, ale do tego czasu dziewczyna prawdopodobnie zostałaby już sprzedana. Postanowiliśmy odbić ją razem z jej ojcem i grupą przyjaciół, ale było nas zbyt niewielu. Zostaliśmy pobici i wyrzuceni. To mnie jednak nie powstrzymało i zdecydowałem się pójść do sądu. Prawo w Indiach nie regulowało wtedy kwestii pracy dzieci, ale istniały przepisy dotyczące nielegalnego przetrzymywania ludzi. To wystarczyło, żeby uratować dziewczynę. Oprócz niej wolność odzyskało 36 innych osób.

Poprzez uwolnienie dzieci, które urodziły się i wychowały w niewoli, zrozumiałem, czym jest definicja wolności. Uznałem, że nie mogę zwlekać, ponieważ w podobnej sytuacji jest jeszcze wiele osób. Wtedy rozpocząłem aktywne wyzwalanie dzieci przetrzymywanych w niewoli. Doświadczenie nauczyło mnie jednak, że poza fizycznym uwolnieniem istnieje wiele innych aspektów, które wymagają działania, żeby dzieci mogły być wolne od niewolnictwa. Zrozumiałem, że należy zmieniać prawo i wprowadzić zapisy do konstytucji, które zagwarantują wszystkim dzieciom dostęp do edukacji. Ze względu na to, że problem nie dotyczył wyłącznie Indii, zacząłem pracować nad tym problemem z ludźmi w Pakistanie, Bangladeszu i Nepalu. W pewnym momencie uświadomiłem sobie także, że dla dobra sprawy należy stworzyć światowy ruch w tej sprawie. Dlatego też zorganizowaliśmy międzynarodowy marsz przeciwko pracy dzieci, który w ciągu 6 miesięcy odbył się w 103 krajach. Był to krok ku stworzeniu światowego ruchu przeciwko wyzyskowi.

Ten globalny marsz pomógł stworzyć jeden z pierwszych programów edukacyjnych, skierowanych do konsumentów. Jego celem było ograniczenie popytu na towary wytwarzane za pośrednictwem niewolniczej pracy dzieci. Jak to się odbyło?

Dzieci, które uwalniamy, są zatrudniane w wielu branżach przemysłu, m.in. do produkcji dywanów. Już w latach 80. zauważyłem, że wraz z popytem na tanie dywany rośnie popyt na najtańszą siłę roboczą. Jej źródłem są dzieci, z których większość to ofiary handlu ludźmi. Zostały zabrane do pracy ze swoich rodzinnych wiosek. Uwalniając dzieci zrozumiałem też, że nie jestem w stanie pomóc wszystkim zniewolonym, tym bardziej że wśród lokalnych urzędników i policji szerzyła się korupcja. Widziałem potrzebę prowadzenia kampanii edukacyjnej dla konsumentów – skoro ludzi w Europie i Ameryce interesowały tematy zdrowej żywności i humanitarnego traktowania zwierząt czy testowania na nich kosmetyków, problem niewolniczej pracy dzieci może również stać się im bliski.

To zachęciło mnie do przeprowadzenia kampanii najpierw w Niemczech, a potem w Ameryce i pozostałych krajach Europy. Kampania, którą rozpoczęliśmy w 1990 r., była poświęcona problemowi wyzysku i niewolniczej pracy dzieci, ale też ogólnie pojętego niewolnictwa i warunków pracy. W jej następstwie konsumenci zażądali gwarancji – certyfikatu potwierdzającego, że kupowane przez nich dywany nie zostały wyprodukowane przez dzieci. Wcześniej nic podobnego nie istniało – trzeba było opracować niezależny system certyfikacji. Ten system certyfikacji nazwaliśmy Rugmark („rug” to po angielsku dywan – przyp. red.), dziś znany jest jako GoodWeave („dobry splot”).

Dzięki tej kampanii naprawdę wiele się zmieniło, ponieważ wraz ze świadomością konsumentów na temat współczesnego niewolnictwa wzrosła ich odpowiedzialność. Stopniowo zwiększa się także odpowiedzialność korporacji oraz ich zaangażowanie, dzięki czemu mogą lepiej spełniać oczekiwania konsumentów w zakresie etyki i pracować rozwiązaniami, by zapewniać dzieciom dostęp do wyżywienia i edukacji. Efekty naszych działań są ogromne: w ciągu 20 lat liczba dziecięcych niewolników w przemyśle dywanowym spadła z miliona do 200 tysięcy.

Jakie działania pańskim zdaniem należy podjąć, aby ograniczyć problem niewolnictwa w łańcuchach dostaw korporacji?

Nie ma jednego rozwiązania – należy skupić się na kilku kwestiach. Każdy przypadek niewolnictwa stanowi skazę na honorze ludzkości i rzuca cień na cywilizację, kulturę, a także politykę i gospodarkę. Nikt nie powinien żyć w niewoli. Żeby osiągnąć ten cel, wciąż jeszcze trzeba zrobić naprawdę dużo. Należy walczyć z utrwalanym przez lata sposobem myślenia, który nie sprzyja poszanowaniu ludzkiej wolności. W związku z tym jeden z kluczowych obszarów to właśnie świadomość społeczna. Kolejnym aspektem jest prawo – trzeba je odpowiednio zmienić i egzekwować, wprowadzając odpowiedzialność za stosowanie niewolnictwa. Obowiązkiem przedsiębiorstw powinno być zagwarantowanie, że w ich łańcuchach dostaw nie ma miejsca na takie praktyki. Nie można też pominąć kwestii systemu edukacji, który powinien zapewniać dostęp do odpowiedniej jakości kształcenia wszystkim dzieciom, młodzieży i dorosłym. Wykształcenie jest konieczne po to, żeby zwiększać wpływ jednostki na rzeczywistość. Edukacja to najsilniejsza broń w walce z niewolnictwem.

Niezbędne jest też podjęcie działań sprzyjających rozwojowi społecznemu, ponieważ rozwój gospodarczy i dobrobyt muszą przekładać się na rozwój jednostki ludzkiej. Należy stworzyć nowe możliwości dla młodych ludzi i zwiększyć liczbę programów wsparcia społecznego, które będą pomagały likwidować niewolnictwo.

Powiedział Pan kiedyś, że najlepsze efekty osiągał Pan na skutek złości, gniewu na to, jak wygląda rzeczywistość. Na co obecnie jest Pan zły?

Jestem niezadowolony z tego, że mimo zaawansowanych metod komunikacji, zdobyczy ery cyfrowej, łączności kosmicznej itd., dzieci są nadal wykorzystywane przez dorosłych. Szacuje się, że 150 milionów dzieci jest zaangażowanych w różnego rodzaju formy pracy. Niewolnictwo dotyka 1,5 miliona z nich. Innym ważnym problemem jest przemoc wobec dzieci – doświadcza jej ponad połowa chłopców i dziewczynek. W wielu wypadkach jest to przemoc na tle seksualnym. Więc z jednej strony uważamy się za rozwinięte społeczeństwo, a z drugiej nie potrafi my chronić dzieci przed przemocą. W skutek zmian społecznych dziś młodzież staje się coraz bardziej niecierpliwa i nietolerancyjna. Dlatego też jedno z moich najważniejszych wyzwań polega na włączaniu młodych ludzi do działania tak, aby poczuli się obywatelami świata i zrozumieli wartość moralnej oraz społecznej odpowiedzialności. Zależy mi na tym, żeby młodzi ludzie stawali się przywódcami – liderami gotowymi rozwiązywać problemy świata.

Co było największym wyzwaniem, z jakim musiał zmierzyć się Pan w tej ponad 40 - letniej walce z niewolniczą pracą dzieci?

Najtrudniejsza kwestia nie jest widoczna gołym okiem, ponieważ dotyczy sposobu myślenia. Społeczeństwo na całym świecie postrzega dzieci w sposób, który nie jest dla nich korzystny. W wielu krajach dzieci nie są chronione, ponieważ najmłodsi obywatele nie mają żadnego wpływu na politykę. Politycy dobrze wiedzą, że dzieci nie pociągną ich do odpowiedzialności, więc składają im puste obietnice. Na temat dzieci mówi się wiele dobrego, ale za tymi pięknymi słowami nie idą czyny. Razi mnie hipokryzja, z jaką traktuje się sprawy dzieci i nie szanuje wartości dzieciństwa. Ogromną przeszkodą w mojej pracy jest więc podejście, w którym brak miejsca na troskę o najmłodszych.

Rozmawiała

BARBARA SZCZĘSNA