Premiera tego filmu już dawno za nami, ale „Big Short” wciąż wzbudza emocje. Oparta na faktach historia paru traderów (dla laików, w swobodnym tłumaczeniu: spekulantów), którzy jako jedyni przewidzieli (a przynajmniej obstawili…) pęknięcie bańki kredytowej w 2007 r., zarabiając na tym krocie, to jednak tylko część obrazu finansowego światka, którego przebitki w kolejnych filmach czy książkach trafiają do opinii publicznej. Budząc szok, bo trzeba zobaczyć na własne oczy albo chociaż na wielkim ekranie, jak zabawiali się pracownicy wielkiej finansjery kosztem praktycznie całego świata, by uwierzyć, że to naprawdę był jeden wielki przekręt złożony z tysięcy „shortów”, opcji, krótkich pozycji, derywatyw, CDO-sów i wielu innych instrumentów, których jedynym celem było zapełnianie prywatnych portfeli.

Wielki szort. Mechanizm maszyny zagłady” (tak brzmi tytuł książki z 2010 r., na podstawie której powstał film) to jednak grzeczna opowiastka dla dzieci (zresztą jej główny cel to edukacja) w porównaniu z wydaną właśnie w Polsce książką „Prosto do piekła”. Jej autor John Lefevre to wieloletni tuz międzynarodowych finansów. Citigroup, Goldman Sachs – to jego świat. Zyskał sławę dzięki (wpierw anonimowym) wpisom na Twitterze, w których zdawał relacje ze świetnej, drogiej zabawy, w którą bawili się przed 2007 r. on i jego koledzy z banków inwestycyjnych. Zarabiając na tym niewyobrażalne dla zwykłego człowieka pieniądze.

„Pewna laska spytała mnie, co bym zrobił, gdybym miał 10 milionów dolców. Odparłem, że zacząłbym się zastanawiać, gdzie się podziała reszta”. To cytat z książki, która jest jednym wielkim czarnym humorem. Były ambitny bankowiec opisał w niej bez cienia skruchy prowokowane przez siebie i kolegów niechlubne wydarzenia z giełdowych parkietów, szalone imprezy, szokującą bezczelność, zepsucie, dewiacje i dekadencki, nieprzyzwoity przepych, w jakim żył Lefevre jako członek bankowych elit. Sam, po kryzysie, stracił pracę w bankowości, ale wciąż na niej zarabia – gromadząc mnóstwo reklam dzięki swoim internetowym zwierzeniom i teraz – dzięki książce, która już jest światowym bestsellerem.

Przypomina mi się tutaj szczerość innych aktualnych i byłych bankowców czy ich doradców i przyjaciół, również w Polsce (wybaczcie, nie będę przypominać nazwisk i okoliczności), którzy długo po wybuchu kryzysu bili się w piersi i mówili: „Byliśmy chciwi”, „Musieli wiedzieć, że wciskają kit”, „To się nie mogło udać” (to o frankach) czy że „trzeba skończyć z kapitalizmem wyczynowym”. Lubią udzielać wywiadów, chętnie „szerowanych” w internecie, stając się poniekąd znów bohaterami, i to pozytywnymi, tej samej historii.

I powiem szczerze, że oglądając „Big short”, a wcześniej „Chciwość”, „Wilka z Wall Street” i inne mniej popularne produkcje, nie mogę zrozumieć, dlaczego z prototypów głównych bohaterów robi się de facto ofiary złego systemu, takie ciapciaki poniekąd wkręcone w machinę zła, ale w głębi duszy poczciwe chłopaki, które po prostu chciały sobie zarobić trochę grosza, żyjąc początkowo w nieświadomości, że mogą komuś zaszkodzić. I oglądając ten przekaz, zaczynamy im współczuć, tak po ludzku rozumiemy i poniekąd wybaczamy te nasze niespłacone kredyty i malejące oszczędności - stając się ponownie ofiarami tej samej historii, jedynymi, którzy coś na niej realnie stracili.

 

O autorce:

Magdalena Krukowska – autorka bloga „Biznes (nie)etyczny”, przeszło 10 lat pisze o (nie)odpowiedzialnych firmach, (nie)zrównoważonym rozwoju, problemach globalizacji, biznesowych wizerunkowych wpadkach i kontrowersyjnych etycznie inwestycjach. Wykłada na Akademii Leona Koźmińskiego, gdzie obroniła doktorat z zarządzania. Jest współzałożycielem Koźmiński University Asia Research Centre. Do Azji jeździ na badania naukowe, robić zdjęcia, filmy i zbierać przepisy kulinarne. Jest autorką i współautorką książek: „Jak oceniać odpowiedzialność społeczną biznesu”, „Responsible Management Education”, „Biznes-Prawo-Etyka”.