Nowa i stara transparentność

Pojęcie transparentności nie jest nowe, ale nowe jest to, że transparentność powinna stanowić normę w działaniach instytucji publicznych, a także – w pewnym zakresie – instytucji prywatnych (komercyjnych i niekomercyjnych). Rdzeniem postulatów dotyczących transparentności jest to, że nie chodzi o ciekawość, ale o przekonanie, że transparentność to mechanizm ograniczania nadużyć. Chodzi o problem asymetrii informacyjnej, w której znajdujemy się jako podatnik, wyborca, konsument czy darczyńca. Transparentność, czyli dosłownie przezroczystość, ma być równoznaczna z deklaracją: „nie mam nic do ukrycia”.

Przejrzystość dzięki stronom WWW

Dostępność informacji o działaniach administracji publicznej należy do oczywistości. Chcemy i mamy prawo wiedzieć, na co przeznaczane są nasze pieniądze, jak prowadzone są procesy administracyjne i legislacyjne, kim są osoby pełniące funkcje publiczne. Przykładów innowacyjnych rozwiązań zapewniających transparentność w tych obszarach jest wiele. Jednym z nich jest portal mamprawowiedziec.pl, kolejny to www.naszakasa.org.pl Stowarzyszenia KLON/JAWOR pokazujący, na co są wydawane i skąd pochodzą środki publiczne. Ta sama organizacja prowadzi też portal przedstawiający setki wskaźników dotyczących poszczególnych rejonów Polski: www.mojapolis.pl. Jeśli chcemy wiedzieć, które instytucje działają lokalnie, jakie są związki między nimi czy jaka jest treść lokalnego prawa, warto skorzystać z portalu mojepanstwo.pl. Powyższe serwisy łączy to, że powstały w Polsce jako działania organizacji pozarządowych i funkcjonują od kilku lat. Są powszechne, darmowe i nie zawierają reklam. Powstały z pasji i w niczym nie ustępują temu, co można obserwować w innych krajach.

Od transparentności do dialogu

Zdarza się jednak coraz częściej, że nie chodzi tylko o pozostawanie w pasywnej roli konsumenta informacji publicznej. W takich wypadkach nie chodzi już tylko o transparentność, ale o coś więcej – o partycypację obywatelską i dwustronną komunikację. Czasem obywatele muszą się tego domagać. Bywają też budujące sytuacje, kiedy władzy wręcz zależy na tym, żeby zebrać pomysły obywateli i dopiero w oparciu o nie budować rozwiązania. Ten swoisty crowdsourcing jest praktykowany szczególnie często na poziomie lokalnym. Samorząd formułuje wyzwania i stara się skłonić obywateli do zaproponowania rozwiązań. Za formę takiego generatora pomysłów można uznać, bardzo popularny ostatnio, budżet partycypacyjny. STOCZNIA prowadzi specjalny portal agregujący wiedzę o tym zjawisku w Polsce (np. partycypacjaobywatelska.pl). Przykładem takiego czerpania pomysłów jest też portal otwartawarszawa.pl.

Transparentność zaprasza do innowacyjności

Często pomysły zbierane są w odpowiedzi na konkretne wyzwania, np. potrzebę życzliwości na drogach. Bywa też, że działania te idą dalej. Administracja, która dawniej broniła danych (oddolne działania zorientowane były wówczas nierzadko na ich hakowanie) uznała, że lepiej podzielić się tymi danymi w nadziei, że obywatele zrobią z nich dobry użytek. Tu właśnie ma miejsce odwrotna relacja – to transparentność i dostępność jest zaproszeniem do innowacyjności. Dobrym i niejedynym w Polsce przykładem tego rodzaju działania jest projekt „Dane po Warszawsku”. Prowadzony jest on przez Miasto Warszawa i partnerów zebranych przez Fundację Tech- Soup. W ramach tego projektu miasto, przy wsparciu innych instytucji, zdecydowało się uruchomić platformę ekspozycji danych. Odpowiedzią na to było powstanie kilkudziesięciu pomysłów na ich spożytkowanie www.danepowarszawsku.pl.

Transparentnie w biznesie

Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku podmiotów komercyjnych, dla których postulat transparentności przez długi czas był głęboko nieoczywisty. Jego stosowanie nie wynika z liberalnych modeli rynku i nie jest wynikiem autodyscypliny, ale społecznego i politycznego nacisku. W tym wypadku ważne są pytania o to, czego ma dotyczyć transparentność (technologie, surowce, konsekwencje dla środowiska, sposób i reguły zarządzania, transakcje z sektorem publicznym etc.). Ważne jest też, kto pyta: obywatel, konsument, podatnik, urzędnik, konkurent… Odpowiedzialność nie może być rozumiana wyłącznie jako pożądana cecha. Jest oczywistą konsekwencją działania biznesu. A to często oznacza koszty, np. środowiskowe lub społeczne. Dlatego też realna ocena konsekwencji działania firmy musi mieć charakter całościowy. W Polsce dotychczas jedynie kilka firm pokusiło się o całościową, 360-stopniową analizę.

Raportowanie niewybiórcze

Akcjonariusze często ograniczają się do analizy zysku. Dla pozostałych interesariuszy ciekawszych jest wiele innych elementów, w które chcieliby mieć wgląd. Stąd też m.in. projekty takie jak Global Reporting Initiative, które formułują standardy raportowania. Są one obecnie modernizowane, m.in. w kierunku lepszego informowania o kwestiach respektowania praw człowieka, ale potrzeba standardów jest wyrazem troski o to, by transparentności nie traktować wybiórczo. Reputacja firm w istotnej części zależy od tego, czy nie ukrywają istotnych dla konsumentów informacji.

Sprawdzić przy półce

Konsumenci coraz częściej są dobrze wyposażeni ku temu, by firmy i ich produkty oceniać w zgodzie ze swoimi wartościami i poprzez ten pryzmat dokonywać konsumenckich wyborów. Oczywiście długo jeszcze czynnikiem decydującym o wyborach będzie relacja ceny do jakości. Pojawiają się jednak nowe elementy etycznego konsumeryzmu. Dla jednych ważniejsze będzie to, gdzie firma płaci podatki czy jak traktuje pracowników. W Polsce pomocna może być np. aplikacja Pola, która na podstawie kodu kreskowego informuje o producencie. Dla innych ważna będzie informacja na temat tego, ile produkty spożywcze zawierają ulepszaczy. Dla jeszcze innych istotne będzie, czy przy produkcji nie dochodzi do niewolniczej eksploatacji pracowników – temu służy free2work.org. Można mnożyć przykłady. Wszystkie jednak łączy to, że mają one innowacyjny charakter i że ich istotą jest udostępnianie informacji.

 

Artykuł pochodzi z najnowszej edycji Kompendium CSR – pobierz tutaj.