Jesteśmy często pytani o to, czy potrafimy podać uzasadnienie biznesowe dla naszych działań w zakresie zrównoważonego rozwoju. Pierwszym ważnym czynnikiem, który uzasadnia nasze podejście i filozofię, jest fakt, że inwestorom, zwłaszcza tym instytucjonalnym, do których należą fundusze uniwersyteckie czy emerytalne, coraz częściej zależy na lokowaniu pieniędzy w zrównoważonych przedsiębiorstwach. Wynika to z dwóch powodów: po pierwsze, ze względu na presję społeczną, czego odzwierciedleniem może być choćby zachowanie studentów i absolwentów w Stanach Zjednoczonych wymuszających na uczelniach wyższych rezygnację z udziału w inwestycjach związanych z wydobyciem paliw kopalnych.

Drugim powodem, dla którego inwestorzy szukają zrównoważonych inwestycji, jest chęć unikania ryzyka finansowego, które często wynika z inwestycji w przemysły uznawane za niebezpieczne bądź znacząco wpływające na zanieczyszczanie środowiska naturalnego. W USA inwestorzy już dziś wycofują się z sektora węglowego, tak jak 30 lat temu unikali przemysłu nuklearnego.

Nieodpowiedzialne praktyki generujące zagrożenia społeczne lub koszty dla środowiska naturalnego są źródłem ryzyka reputacyjnego. Żeby to się zrealizowało wystarczy, że zostaną one ujawnione przez organizację pozarządową albo blogera. Z kolei ograniczanie zużycia energii elektrycznej oraz wytwarzanie mniejszej ilości odpadów w ramach procesów wewnętrznych przekłada się na oszczędności, a w efekcie na większe zyski. Warto dodać, że już teraz najlepsi pracownicy na rynku chcą pracować dla firm, w które wierzą i z którymi chcą się identyfikować. To ogranicza przedsiębiorstwa odwracające się od negatywnych skutków własnej działalności, w dostępie do tak potrzebnych firmom „talentów”. Wszystkie wspomniane powody są wystarczające, żeby uzasadnić nasze podejście i biznesowy sens zrównoważonego rozwoju.

Organizacja zrównoważona uczy się szybciej

W naszej organizacji odkryliśmy jednak, że największą korzyścią biznesową, płynącą z naszych wysiłków, zorientowanych na redukcję negatywnych skutków społecznych i środowiskowych działalności biznesowej, jest przyspieszenie procesu uczenia się samej organizacji. To z kolei skutkuje dużą liczbą innowacji, dzięki którym nieustannie jesteśmy o krok przed konkurencją. Niektóre z innowacji mają charakter czysto środowiskowy. Do takich innowacji należy projekt zrealizowany 20 lat temu wspólnie z jednym z naszych dostawców, który doprowadził do wyprodukowania włókniny poliestrowej z przetworzonych plastikowych butelek. Nasi klienci wyraźnie docenili to działanie. W konsekwencji tego nasi konkurenci również zaczęli zaopatrywać się u naszego dostawcy we włókninę z recyklingu, zwiększając tym samym pozytywny wpływ tej innowacji na środowisko. Dzięki temu osiągnęliśmy pozytywny efekt dla środowiska naturalnego w skali, jakiej nie osiągnęlibyśmy samodzielnie. Pozostałe innowacje wprowadzane z myślą o redukcji negatywnego wpływu firmy na środowisko spowodowały przede wszystkim poprawę jakości i trwałości produktów. Przykładowo, ograniczając zawartość neoprenu w kostiumach do nurkowania, nauczyliśmy się produkować dużo cieplejsze, a jednocześnie lżejsze i bardziej sprężyste kombinezony.

Co się liczy w innowacjach?

Praca nad ograniczeniem negatywnego wpływu organizacji na społeczeństwo i środowisko motywuje zespoły produktowe do myślenia poza wąskimi ramami stopniowych ulepszeń i redukcji kosztów. Nie jesteśmy w tym gronie jedynym przykładem. Do mojego przyjaciela, który prowadzi firmę w zupełnie innej branży niż nasza – w sektorze przemysłu ciężkiego – zwrócił się zespół menedżerów. Przedstawili mu swój pomysł zakupu przedsiębiorstwa galwanizacyjnego (galwanizacja to technologia elektrolityczna, która jest jedną z metod wytwarzania powłok na różnych materiałach – przyp. red.). Zakupione przedsiębiorstwo, ich zdaniem, miałoby zwiększyć zyskowność dotychczasowego biznesu. Plan wyglądał atrakcyjnie – przeciętny menedżer zapewne by go poparł i rozpoczął działania zmierzające do wdrożenia biznesplanu. Jednak zamiast tego mój przyjaciel postanowił zgłębić ten nowy dla niego biznes. Przyjrzał się procesowi galwanizacji i zrozumiał, jak bardzo szkodliwy jest on dla środowiska. Powiedział więc swoim menedżerom: „To nie jesteśmy my, to nie jest coś, w co powinniśmy się angażować”. Zamiast przyjąć ich propozycję, zlecił im badania nad opracowaniem mniej szkodliwego procesu dającego podobny efekt, a w przypadku powodzenia projektu zalecił komercjalizację tego sposobu wytwarzania powłok na materiałach. I dokładnie tak się stało. To właśnie jest innowacyjność na miarę naszych czasów. Trudniejsza ścieżka się opłaca. Stwierdzenie mojego znajomego „to nie jesteśmy my” rzuca właściwe światło na dążenie do zrównoważonego rozwoju. Oczywiście zawsze można uzasadnić działanie biznesowe mówieniem, że czynienie dobra potrafi przynieść zyski. Najważniejszy jest jednak argument moralny, który nieustannie skłania nas do obierania trudniejszej ścieżki, do stawiania sobie trudnych pytań i do wykonywania pracy, która musi zostać wykonana, jeśli chcemy starać się o godziwą przyszłość, dla nas samych, naszych społeczności i naszych firm.

 

Artykuł pochodzi z najnowszej edycji Kompendium CSR – pobierz tutaj.