Doradzał Pan w swojej karierze rządom wielu krajów, od Ameryki Łacińskiej po Europę Wschodnią. Pracował Pan także z polskim rządem nad transformacją systemową. Co było wówczas największym wyzwaniem?

Głównym wyzwaniem dla ówczesnej Polski było to, że transformacja była procesem bezprecedensowym – nikt nie wiedział, jak ją należy przeprowadzić. W ten sposób Polska wytyczyła innym państwom z bloku radzieckiego drogę do demokratycznej gospodarki rynkowej. Niezaprzeczalnie Polska osiągnęła wielki sukces.

Jak porównałby Pan sytuację geopolityczną i gospodarczą na świecie w tamtym okresie oraz związane z nimi wyzwania do obecnej sytuacji?

W 1989 roku kwestią nadrzędną było zjednoczenie Europy. Klimat polityczny na świecie był wówczas całkiem sprzyjający dla tego zjednoczenia. Z kolei dziś przed światem stoi wiele poważnych, złożonych wyzwań. Po pierwsze, problemy, z którymi mamy do czynienia obecnie, mają zasięg globalny, a nie tylko europejski, a konflikty istnieją na wielu płaszczyznach. Mamy do czynienia z poważnym kryzysem ekologicznym, sytuacja geopolityczna jest niepewna. Z jednej strony mamy wzrost znaczenia Azji w światowej równowadze sił, z drugiej napięcia pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Rosją, a także niepokój na Bliskim Wschodzie. Do tego dochodzą szybko następujące zmiany technologiczne, które niełatwo jest w pełni zrozumieć i przewidzieć ich konsekwencje – na przykład trwająca rewolucja informacyjna.

Czy tę obecną niestabilność dało się przewidzieć?

Niektóre z tych zjawisk dało się przewidzieć. Jednakże przewidzieć to jedna sprawa, a znaleźć rozwiązania – zupełnie inna. Od dawna dało się zauważyć wzrost znaczenia Chin na arenie międzynarodowej, rewolucję technologiczną czy problemy ze środowiskiem naturalnym. To, co się jednak okazało o wiele trudniejsze niż się spodziewaliśmy, to utrzymanie współpracy międzynarodowej przy tworzeniu rozwiązań tych problemów. Popełniono wiele błędów w sferze politycznej.

Co powinniśmy w takim razie zrobić teraz?

Nie da się ukryć, że sytuacja jest niepokojąca. Dlatego dużo wysiłku powinno się skierować w sferze współpracy międzynarodowej i rozwoju. Ja sam byłem zaangażowany w pracę nad uzgodnieniem nowych Celów Zrównoważonego Rozwoju, które Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła we wrześniu. Uważam, że w obliczu tak złożonych wyzwań geopolitycznych to, co jest konieczne, to wspólna wizja całego świata.

Wiele krajów wysoko rozwiniętych unika płacenia zadeklarowanych środków ze swojego PKB na pomoc rozwojową krajom uboższym. Czy uważa Pan, że to wpływało na skuteczność realizacji Milenijnych Celów Rozwoju?

Nie mam co do tego wątpliwości. Trudność w przekazywaniu zaledwie 0,7 proc. dochodu narodowego krajom najbiedniejszym to jedno z zadziwiających zjawisk. W Stanach Zjednoczonych udaje się przekazać jedynie 0,2 proc. PKB na taką pomoc – i moim zdaniem jest to przejaw ogromnej krótkowzroczności.

Z drugiej strony rozwój globalny nie jest kwestią wyłącznie pieniędzy, choć nie da się ukryć, że pieniądze pomagają w zapewnieniu dostępu do edukacji, ochrony zdrowia czy do elektryczności. Same pieniądze nie wystarczą, ale są warunkiem koniecznym. Trudność, z jaką przychodzi przekazanie tak nieznacznej ilości środków, wskazuje na krótkowzroczność, brak solidarności i zrozumienia wyzwań globalnego rozwoju wśród polityków, odpowiedzialnych za taki obrót spraw.

We wrześniu ONZ przyjęło Cele Zrównoważonego Rozwoju, które zastąpiły Milenijne Cele Rozwoju. Jak ocenia Pan realizację Celów Milenijnych?

Z pewnością udało się zrealizować cel pierwszy – zmniejszenie ubóstwa na świecie o połowę. Najwięcej w tym zakresie udało się osiągnąć w Azji i Afryce. Udało się także sporo zrobić w kwestii celów: czwartego, piątego i szóstego, które dotyczą ochrony zdrowia – poczyniono inwestycje w poprawę stanu i dostępu do opieki zdrowotnej w najbiedniejszych krajach świata, a inwestycje przyniosły rezultaty.

Udało się osiągnąć pewne sukcesy w zakresie edukacji, ale nie aż tak spektakularne, jak można było oczekiwać. Cele Milenijne, które skupiały się na zaspokojeniu podstawowych potrzeb ludności uboższej, uruchomiły pewne zasoby, udało się dzięki nim wiele osiągnąć, lecz niestety nie wszystko co powinno, zostało osiągnięte.

Których założeń nie udało się osiągnąć?

Nie udało się spełnić założeń dotyczących dostępu do wody i poprawy warunków sanitarnych. Na płaszczyźnie edukacji również nie wszystko wyszło tak, jak powinno, bo jakość edukacji pozostawia wiele do życzenia. Również cel ósmy, dotyczący współpracy międzynarodowej między państwami bogatymi i biednymi nie został zrealizowany w stopniu, do jakiego zobowiązały się państwa.

Co sprzyjało realizacji celów? Czy udało się w tej sferze wyciągnąć wnioski w kontekście nowych Celów Zrównoważonego Rozwoju?

Można powiedzieć, że już samo ustanowienie Celów miało zasadnicze znaczenie, ponieważ problemy globalne zostały podane do wiadomości publicznej i zaczęły być uświadamiane, a Cele Milenijne zmuszały do działania. Jednakże to, czy udało się odnieść sukces czy nie, zależało od osób stojących na czele rządów. Jeśli liderzy uznali dany cel za istotny i mówili o konieczności jego osiągnięcia, to cel udało się zrealizować. Tak było w przypadku zwalczania AIDS czy malarii. Jeśli jednak nie było odgórnie nadanego priorytetu, efekty były dużo słabsze.

Jeżeli chodzi o hamowanie realizacji Celów, dwa wydarzenia przyćmiły na pewien czas kwestie zrównoważonego rozwoju. Pierwsze to ataki na World Trade Center w 2001 roku, które nastąpiły zaraz po wprowadzeniu Celów Milenijnych, drugie to globalny kryzys w roku 2008. Te wydarzenia sprawiły, że zbyt wiele czasu, wysiłku, pieniędzy i uwagi było poświęcanych kwestiom lokalnej sytuacji ekonomicznej państw oraz konfliktom zbrojnym w miejsce uwagi dla rozwoju globalnego.

Które spośród nowych Celów Zrównoważonego Rozwoju uważa Pan za najważniejsze?

Wskazałbym cel czwarty, czyli zapewnienie odpowiedniej jakości edukacji wszystkim dzieciom. Jest ona bowiem niezbędna nie tylko w dalszym życiu każdego człowieka, lecz również w skali gospodarki całego kraju. Drugim istotnym celem według mnie jest cel trzynasty, czyli zwalczanie zmian klimatycznych. Jeśli nie zapanujemy nad tą sferą, wszyscy będziemy w sytuacji kryzysowej.

Po polityce przejdźmy teraz do ostatniego pytania. Co Pan sądzi na temat etyki i uczciwości w sferze biznesu?

W świecie biznesu dochodzi do bardzo wielu oszustw. Niedawny skandal wokół Volkswagena jest najnowszym, ale nie jedynym spośród wielu jemu podobnych. Banki i korporacje z Wall Street okłamują nas od dawna. Po ujawnieniu ich działań, które doprowadziły do kryzysu ekonomicznego, te organizacje zapłaciły grzywny rzędu kilku miliardów dolarów, ale nie oznacza to, że teraz grają fair. Nieetyczne postępowanie w biznesie wiąże się z ogromnym kosztem społecznym. Jednakże w wielu gałęziach gospodarki nadal ono istnieje. Skandal wokół Volkswagena odczuli wszyscy, bo firma ta oszukiwała nas co do jakości powietrza, którym wszyscy oddychamy.

Rozmawiał

MAREK KŁOPOTOWSKI