Skip to main content
Home » Poprzednie edycje » CSR – pamiętać o kulturze!
Poprzednie edycje

CSR – pamiętać o kulturze!

CSR-–-pamiętać-o-kulturze
CSR-–-pamiętać-o-kulturze
Prof. UW dr hab. Magdalena Środa

Prof. UW dr hab. Magdalena Środa

Zajmuje się filozofią moralną i polityczną, etyką normatywną i stosowaną

Społecznej odpowiedzialności biznesu trzeba nadać nowe oblicze i nie chodzi o nowoczesność, ale o kontekst kulturowy. Nie będziemy wierni wartościom, których nie rozumiemy, albo które są niezgodne z aksjologią wpajaną nam przez wychowanie, edukację i kulturę. Czerpmy z tradycji i polskiego dorobku etycznego! Na „Europejskim Forum Nowych Idei” (Sopot 2015) prezes jednego z banków apelował, by „biznes wreszcie stał się etyczny”, i podkreślił, że nie chodzi mu o „etykę biznesu” tylko „prawdziwą etykę”. Jaką? Prezes nie wyjaśnił. Ale coś jest na rzeczy.

Polacy nie gęsi…

CSR funkcjonuje w Polsce mniej więcej tyle, ile demokracja i tak jak demokracja obrosła w instytucje, nawyki, standardy i praktyki. Nie to, co na początku lat 90., gdzie niewyszkoleni wykładowcy namawiali do uczciwości, nieudolnie przekonując, że się opłaca, a adepci biznesu w rosnących jak grzyby po deszczu „szkołach biznesu” odpowiadali, że przecież „pierwszy milion musi być czarny”, a czas na etykę przyjdzie później. Przyszedł. Dziś już mało kto może sobie pozwolić na otwarte kpiny z etyki, a normy CSR, warsztaty czy etyczny audyt stały się nieusuwalnym elementem działania każdej korporacji. Mam jednak wrażenie, że ów element jest dziś w kryzysie. Zrobiono, ile można, jeśli chodzi o upowszechnienie norm, ich instytucjonalizację i doskonalenie narzędzi edukacyjnych. Ale coś nie działa, coś uległo niepokojącej rutynie. CSR, Integrity, Compliance, Diversity, Balance… są jak zaklęcia. Powtarza się je jak mantrę na rutynowych szkoleniach, skrojonych według rutynowych – głównie amerykańskich – modeli. Używanie angielskiego – nobilituje, nadaje całości solidny, światowy sznyt. Choć chciałoby się jednak powiedzieć: „Polacy nie gęsi i swój język mają”. Mamy „uczciwość”, „spolegliwość”, „praworządność”, „zaufanie”, „spójność wewnętrzną”. Słowa, które mają swoje znaczenie i tradycję. Wróćmy do nich. Ale oczywiście nie tylko o język chodzi. To kwestia kulturowego kontekstu, do którego CSR powinien się dopasować, wniknąć weń i stworzyć modyfikacje odpowiadające kulturowym tradycjom czy narodowym charakterom. W etycznych audytach często stawiane jest pytanie: „Czy wartości firmy są zgodne z wartościami osób zatrudnionych w niej”. Nie zawsze są. Zbyt mało wiemy o tych różnicach, zbyt rzadko je wykorzystujemy dla urealnienia etycznych wymagań.

Kultura, głupcze, kultura…

Wystarczy zajrzeć do podstaw programowych nauczania szkolnego, by przekonać się, że niezależnie od transformacji, europeizacji i globalizacji, młodzież jest wychowywana w duchu bogo-ojczyźnianych wartości XIX wieku. A będzie wychowywana w tym duchu jeszcze intensywniej. Liczy się niepodległość, godność, ojczyzna, patriotyzm rozumiany jako gotowość śmierci (a nie płacenia podatków). Liczą się: wolność, rodzina, religia, autorytet oraz „wartości w ogólności”. Jakie? Nieważne. Ważne, by były wielkie, godne obrony i wpisania ich na sztandary. Trzeba umieć je wykrzyczeć, niekoniecznie rozumieć. Pracowitość, oszczędność, praworządność, uczciwość, punktualność, dyscyplina, bezstronność, spolegliwość? To nie są wartości. W polskiej literaturze nie ma żadnego bohatera, który by je reprezentował. Nasi bohaterowie chcą zginąć, kochać, być wolni. Pracowitość, skrupulatność finansową, praworządność i dyscyplinę mają w pogardzie. „Zastaw się, a postaw się” lub „mierz siłę na zamiary, nie zamiar podług sił” jest znacznie bliższe polskiemu duchowi narodowemu niż franklinowskie: „droga do bogactwa prowadzi przez pracę i oszczędność”, „pusty worek nie ustoi”, „zdrowy rozsądek to rzecz, której każdy potrzebuje, mało kto posiada, a nikt nie wie, że mu brakuje”. Nie chcę przez to powiedzieć, że wszyscy jesteśmy romantykami, tylko że ucząc zasad i wartości CSR, musimy uwzględnić kontekst kulturowy i aksjologiczny, w którym wychowani zostali pracownicy danej firmy (inny jest on w Niemczech, inny w Polsce czy USA, inny w Wielkopolsce, inny w Małopolsce). Pracownicy jednej z niemieckich globalnych firm opowiedzieli mi z pogardą, że wśród wartości firmowych znajduje się „dyscypilina”. Co to za wartość?! – pytali. To nie wartość. Dla jednych tak, dla innych nie – to zależy od kultury. Wszyscy możemy deklarować to samo, wewnętrzne zobowiązanie tworzą jednak wartości ugruntowane w naszej tradycji.

Wartości mają sens i znaczenie

Inną sprawą jest nasz metodologiczny stosunek do wartości. Rzadko są one analizowane i definiowane, rzadko stanowią przedmiot pogłębionej refleksji. Za wartości się ginie, wartości się broni, ale wartości się nie analizuje. O deklaratywności czy fasadowości wartości pisał już Florian Znaniecki. Tymczasem wiele naszych nieporozumień ma swoje źródło w niechlujnie używanym języku. Kłócimy się o wymogi uczciwości, szczęścia czy sprawiedliwości, nie do końca rozumiejąc te słowa. Warto więc, przekonując do jakichś wartości, poznać ich treść, sens, pole semantyczne, tradycje użycia, konteksty. Można to zrobić przy użyciu kilku metod. Przykładowo metoda „wyostrzania znaczenia” polega na konfrontowaniu wartości, które znaczeniowo często się zlewają, na przykład: dobry/uczciwy; wierny/lojalny, uczci-wy/praworządny, miłosierny/litościwy, odpowiedzialny/winny. Metoda „rozpraszania” polega z kolei na pokazaniu historii danej wartości, która składa się z odrębnych pól znaczeniowych. Nie da się bowiem zdefiniować wolności czy godności, tak jak da się zdefiniować uczciwość czy lojalność. Mają one bowiem kilka nieredukowalnych znaczeń. Jest wreszcie metoda „uściślania” w przypadku wartości, które uwikłane są w pejoratywne konteksty (w Polsce należą do nich np. równość, tolerancja, ostatnio różnorodność, czyli diversity).

Prywatne to nie publiczne

Niezwykle istotna i to zarówno w sensie poznawczym, jak i edukacyjnym jest różnica między sferą prywatną i publiczną. Jestem gotowa bronić tezy, że wartości i normy obu tych sfer znacząco się różnią. Tymczasem w Polsce panuje przekonanie, że etyka jest jedna, uniwersalna (najczęściej chrześcijańska), i że można się jej nauczyć w domu i Kościele. Etyka w szkole? A po co? Tymczasem istnieją zasadnicze różnice między aksjologią prywatności a tego co publiczne (obywatelskie lub zawodowe). Wartości sfery prywatnej to przykładowo: miłość, troska, sympatia, przyjaźń, szczęście, wzajemność, dobroć, solidarność rodzinna, wiara, gościnność. Wartości sfery publicznej mają inny charakter. Należą do nich, przykładowo, uczciwość, bezstronność, profesjonalizm, pracowitość, punktualność, skrupulatność, sprawiedliwość, obowiązkowość. Źle się dzieje, gdy wartości sfery prywatnej kultywowane są w sferze publicznej (bywają one wtedy korupcjogenne, nadwyrężają zaufanie, rodzą nepotyzm), niedobrze też jest, gdy w sferze prywatnej, w której dominować powinna miłość, pojawiają się „zimne” cnoty, takie jak praworządność, skrupulatność czy sprawiedliwość stanowiona. Musimy zgodzić się z tezą, która ma poważne konsekwencje edukacyjne, że pewne postawy nabywamy w domu, innych powinniśmy się wyuczyć w sferze publicznej, w szkole lub w pracy. Ludzie „uczciwi” z domu są często bezradni w obliczu konfliktów pracowniczych, a ludzie, którzy nauczyli się obowiązkowości i dyscypliny w pracy, bywają destrukcyjni dla relacji prywatnych.


PUŁAPKI RACJONALIZACJI

Gdy przez wiele lat zajmowałam się problemami korupcji i przeciwdziałania jej, zauważyłam, że jednym z jej największych sprzymierzeńców jest umiejętność racjonalizacji niewłaściwych zachowań. Biorąc łapówkę czy nadużywając stanowiska, mówimy sobie:

  • „to sytuacja wyjątkowa”,
  • „inni też tak robią”,
  • „trzeba być solidarnym i nie wyróżniać się”,
  • „oddam, kiedy się dorobię”,
  • „pierwszy milion musi być czarny”,
  • „biorę tylko przykład z władzy” itp.

Każde złe zachowanie jesteśmy w stanie zracjonalizować i uzasadnić, zmieniając jego negatywne znaczenie. Co nas przed tym może ochronić? Kontrola, audyty, kary? W większym jednak stopniu my sami. Jak mawiał już Sokrates, tylko myślenie może ochronić przed złem. Trzeba uczyć więc ludzi myślenia, krytycyzmu wobec innych i siebie. Trzeba z nimi rozmawiać i prowadzić dyskusje.

WARTOŚĆ MYŚLENIA

CSR nie może być monologiem i prezentacją, lecz debatą i nauką myślenia. Mamy do tego naprawdę wiele narzędzi. Cały ich skład można znaleźć na przykład w dorobku jednej z największych szkół filozoficznych, w twórczości Szkoły Lwowsko-Warszawskiej.

Polecam lektury:

  • K. Ajdukiewicz O sprawiedliwości w: Język i poznanie, T. I Warszawa 1985
  • T. Czeżowski Jak rozumieć sens życia, w: Pisma z etyki i wartości, Wrocław 1989
  • H. Elzenberg Wartość i powinność, Powinność i rozkaz, w: Wartość i człowiek, Toruń 1966
  • Górnicka-Kalinowska Granice sumienia, w: Edukacja Filozoficzna 1987/3
  • L. Kołakowski Mała etyka, w: Czy diabeł może być zbawiony? Londyn 1984
  • I. Lazari-Pawłowska O pojęciu moralności, w: Etyka 1966/1
  • E. Lewandowski Charakter narodowy Polaków i innych, Warszawa 2011
  • M. Ossowska Normy moralne, Warszawa 2000
  • W. Tatarkiewicz Obrachunek i nakazy, uczciwość i dobroć, w: Dobro i oczywistość, Lublin 1989
  • J. Hołówka O pomocy w potrzebie w: Etyka 1978/16
  • R. Ingarden Uwagi o względności wartości, w: Metaetyka, Warszawa 1975
  • K. Starczewska Wartości podstawowe, w: Etyka 1978/16
  • M. Środa (red.) O wartościach, normach i problemach moralnych, Warszawa 1994.
Next article